FREESTYLE.pl: logo [F -ka] FREESTYLE.pl: logo

Tu jesteś: FREESTYLE.pl >  Sport >  Wywiady >  Podwójny sukces

Wywiady

Podwójny sukces

Od:
alik 
Data:
27 stycznia 2014, 10:17
Ocena:
Ocena 0.00

Wzajemnie się wspierają i dopingują. Ich pasja i zainteresowanie łączy się z tą samą dziedziną sportu. Każdy na swój sposób zawładną polską sceną downhillową. Kiedyś oni podziwiali innych, dzisiaj inni podziwiają ich.

Michał pokonuje granice własnej wytrzymałości, by z pełną satysfakcją stanąć na podium. Kuba z odwagą i charyzmą podchodzi do kluczowych zawodników sceny downhillowej, by przeprowadzić wywiad i stworzyć film, który zapewni mu owacje na stojąco. Bracia Gzela dzięki ciężkiej pracy osiągnęli więcej, niż mogliby się spodziewać. Nam zdradzili co stało się ich motywacją i komu zawdzięczają swój sukces.

Sandra Kieler: Wszystko ma swój początek, również Twoja zajawka. Kiedy rozpocząłeś przygodę z  filmowaniem?

Kuba Gzela: Filmowanie zacząłem w 2009 roku. Wybrałem się z moim bratem Michałem na pierwsze zawody pooglądać jego wyczyny. Nie miałem wtedy co robić, więc wziąłem zwykły aparat kompaktowy do ręki i zacząłem robić zdjęcia. W trakcie okazało się, że aparat nagrywał lepsze filmy, niż robił zdjęcia. To dało początek mojej zajawce. Zacząłem robić swoje pierwsze projekty i produkcje. Później rodzice kupili mi kamerę, dzięki któremu powstawał dużo lepszy materiał. W ciągu tego całego czasu miałem już trzy sprzęty do nagrywania.

SK: Filmując czujesz się spełniony?

KG: Filmowanie jest dla mnie czymś niesamowitym. Kocham to, co robię. Każda trasa jest inna, z każdych zawodów mam inny materiał. O to w tym wszystkim chodzi, o zdobywanie jak najlepszych materiałów. Zamierzam jeździć jak najwięcej na zawody zagraniczne, ponieważ to jest dla mnie tak jakby kolejne osiągnięcie. Sam fakt, że mogę robić wywiady z mistrzami świata.

SK: Patrząc obiektywnie to środowisko deskorolkowe, czy chociażby snowboardowe jest bardzo hermetyczne. Tworzą je ludzie, którzy to wszystko zapoczątkowali. Uważasz, że w Polsce łatwo jest się wybić z produkcją rowerową , którą stworzyłeś?

KG: Myślę, że tu jest trochę inaczej, bo każdy jeździ na innym poziomie, każdy ma swój downhill. Jedni się ścigają profesjonalnie, drudzy jeżdżą po prostu dla frajdy.

SK: Tobie udało się przebić. Myślisz, że ludzie mają siłę przebicia w tym kierunku?

KG: Zawsze co roku stawiam sobie inne cele. Zaczynałem od płytek, później wrzucałem filmy do internetu. Były to publikacje na różnych stronach i portalach. Chciałem stworzyć film o polskiej scenie downhillowej. Udało się to m.in. dzięki pomocy Tomka Kubika, który zajął się całą organizacją premiery, znalezieniem sponsorów. Dzięki temu film „Sezon” mógł zaistnieć.

SK: Ile czasu zajęło Ci zrealizowanie filmu?

KG: Materiał zbierałem od początku kwietnia., kiedy to pojechałem na treningi do Sanremo we Włoszech. W Polsce nagrywałem przygotowania zawodników do sezonu, później mistrzostwa Polski i skończyłem nagrywanie w listopadzie. Po wszystkim skupiłem się na montażu. Zajęło mi to 3-4 miesiące.

Kuba Gzela Foto: Kuba Gzela
SK: Pomagał Ci ktoś przy wyborze muzyki?

KG: Większość utworów wybieralem sam, lecz przy niektórych pomagał mi Michał. Na szczęście miałem ułatwione zadanie, ponieważ dzięki uprzejmości RedBull-a otrzymałem dostęp do dużej ilości legalnej muzyki co  znacznie ułatwiło sprawę. 

SK: Co możesz powiedzieć o sponsorach?

KG: Dzięki sponsorom mogłem zrobić poważny krok do świata filmowania. To ważne posunięcie, w przypadku tak dużego przedsięwzięcia. Ale jak zawsze na początek najlepszym sponsorem są rodzice. Za co im bardzo dziękuję.

SK: Co czułeś podczas premiery swojego filmu?

KG:To był najpiękniejszy dzień w moim życiu ! Nie spodziewałem się, że na premierze pojawi się ponad siedemset osób. Przez cały sezon chodziłem i mówiłem znajomym, że jak będzie dwieście osób to będę zadowolony, a tu taki wynik. Ciężko było mi się nie wzruszyć.

SK: Michał co czułeś widząc się na ekranie, w filmie Twojego brata?

MG: Bardzo się cieszyłem, że mogłem zobaczyć się na dużym ekranie. Pierwszy raz w sumie razem z kolegami i innymi zawodnikami. To był pierwszy taki film o tym temacie w Polsce i tak naprawdę nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. Nie chciałem oglądać tego filmu przed premierą. Wolałem poczekać do samego końca, bo chciałem to przeżywać razem z innymi w sali kinowej.

SK: Jak film został odebrany?

MG: Myślę, że film został pozytywnie odebrany, chociaż na pewno są osoby, którym mógł się nie podobać z różnych względów. Jednak myślimy, że większość była za.

KG: Były owacje na stojąco przez minutę. To wyjaśnia wszystko.

MG: Dokładnie, były owacje. Myślę, że Kuba był zachwycony. To było takie wielkie podziękowanie za to, co robił przez ostatni czas i na pewno jeszcze większa motywacja, że tyle osób dostrzegło co robi.

Michał i Kuba Gzela Foto: Michał i Kuba Gzela
SK: Jak do tego wszystkiego ustosunkowali się  Wasi rodzice? Chodzi mi o czas premiery, albo etap tworzenia filmu?

KG: W czasie montażu tata widział film. Nie pomagał mi, ale oglądał i powtarzał, że będzie kozak. W przeciwieństwie do mnie on już wtedy to czuł. Ja chciałem zrobić wszystko jak najlepiej. Bardzo mnie wspierał.

SK: Miałeś jakieś momenty zwątpienia, podczas realizacji filmu?

KG: Nie, na pewno z każdym materiałem jaki udało mi się zebrać pojawiała się podwójna zajawka. Wydaje mi się, że każdy materiał był coraz lepszy i nie miałem momentów zwątpienia. Dążyłem do celu, chciałem go zrealizować i udało się.

SK: Szykują się jakieś kolejne produkcje? Zaskoczysz nas tym razem?

KG: Na pewno będę chciał coś realizować. Może tym razem narty. Jednak wszystko zależy od tego czy będę miał czas i czy będzie śnieg. A jeśli chodzi o kolejny SEZON to wszystko w swoim czasie.

SK: Jaką rolę w tym wszystkim odegrali Wasi rodzice?

KG: Przede wszystkim od samego początku bardzo nas wspierali. To oni kupili mi kamerę, dzięki której mogę się spełniać w filmowaniu. Brat dostał od nich rower, który również przyczynił się do rozwoju jego pasji. Gdyby nie oni, nie bylibyśmy tymi ludźmi, którymi jesteśmy teraz, nie realizowalibyśmy swoich pasji.

SK: Michał w 2008 roku odbyły się Twoje pierwsze zawody. Wcześniej jeździłeś na rowerze. Można powiedzieć, że była to podwórkowa zajawka. Kiedy nastąpił kluczowy moment, w którym podjąłeś decyzję, że jednak wystartujesz?

Michał Gzela: Zaczynałem jak każdy, poprzez podwórkową zajawkę. Jeździłem gdzieś tutaj w Krakowie po górach, lasach. Jednak zawsze miałem w głowie tą myśl, że chcę się rozwijać i poznać cały ten rowerowy świat. Zawsze oglądałem dużo filmików, więc wiedziałem co się dzieje na świecie. Zdawałem sobie sprawę na czym to wszystko polega i chciałem dążyć do tego by jeździć tak, jak Ci kolesie z tych filmów.

SK: Czy spoglądając wstecz możesz powiedzieć, że udało Ci się to, do czego tak dążyłeś?

MG: Można powiedzieć, że się udało. W 2008 roku postanowiłem, że pojadę na moje pierwsze zawody w Myślenicach. To był Puchar Polski. Wystartowałem w kategorii hobby, no i wiadomo to był mój pierwszy raz. Chciałem się sprawdzić. Muszę powiedzieć, że było bardzo ciężko. Teraz nie sprawia mi to tyle bólu, co wtedy. Miałem problem, żeby w ogóle ukończyć drugi przejazd. Ręce mi odpadały. Przedtem walczyłem o to, żeby się utrzymać na rowerze. Obecnie walczę o to, by przejechać trasę jak najszybciej, walcząc o setne sekundy z innymi zawodnikami. 

SK: W 2008 wchodzisz, a rok później jesteś czołowym zawodnikiem w swojej kategorii, można powiedzieć, że miażdżysz rywali. Odpuściłeś sobie kiedyś tego skilla?

MG: W 2008 pojechałem na obóz rowerowy do Puław. Podszkoliłem się tam przy innych zawodnikach. Przekazali mi jeszcze więcej zajawki. Strasznie nabuzowałem się na nowy sezon. Wystartowałem z nowym sprzętem i okazało się, że zaliczyłem bardzo duży progres. Wtedy też wygrałem. W swojej kategorii dziewięć razy stałem na podium. Miałem jednak świadomość, że nie była to najsilniejsza kategoria. Oczywistym również było, że cały czas porównywałem swoje czasy z elitą i wiedziałem, że również kiedyś będę chciał się na takim poziomie zmierzyć.

Michał Gzela Foto: Michał Gzela
SK: Co czułeś, gdy zajmowałeś pierwsze miejsce na zawodach?

MG: Można powiedzieć, że byłem bardzo podekscytowany, gdy zajmowałem pierwsze miejsce, ale mimo to chciałem być lepszy. Przeszedłem do kategorii junior, byłem tam tylko rok. Podczas Mistrzostw Polski zająłem trzecie miejsce, co nie było zbyt udane. Jednak w 2010 roku pojawiłem się już na drugim miejscu w Generalnej Klasyfikacji Pucharu Polski. Jak na tak szybkie przejście z kategorii hobby do junior był to bardzo wysoki przeskok. Później ze względu na wiek pojawiłem się w elicie. Chciałem osiągnąć szczyt i ścigać się z najlepszymi. Od tamtej pory robię tak już trzeci rok.

SK: Jeszcze rok, albo dwa lata temu starałeś się dorównać najlepszym zawodnikom. Porównywałeś z nimi swoje czasy, a teraz razem z nimi jeździsz. Wciąż udaje Ci się utrzymywać czołową pozycję.

MG: To niesamowite uczucie. Mogę się ścigać z ludźmi, którzy jeszcze trzy, cztery lata temu byli dla mnie out of space. Patrzyłem się na nich jak śmigają na rowerach. Dopadał mnie zupełny opad szczeny. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że kiedykolwiek będę taki jak oni. Teraz ścigam się z najlepszymi, depczę im po piętach, staram się być jak najlepszy.

SK: Większość zawodników poświęciła się tej zajawce w zupełności. Ty jesteś studentem i musisz swój czas podzieli między uczelnią, a treningami. Czy to w jakiś sposób Cie osłabia?

MG: Podział jest tu nieunikniony, jednak zawsze widziałem, że będę to łączył . Chciałem się uczyć. Wiem, że gdybym poświęcił więcej czasu rowerom, to na pewno efekty byłby dużo lepsze i mógłbym się również liczyć na scenie międzynarodowej, ale i tak jestem zadowolony z tego co osiągam w Polsce. Uprawiam też inne sporty. Od narciarstwa, po skutery śnieżne, więc prędkość nie jest mi obca.

Michał Gzela Foto: Michał Gzela
SK: Kto lub co było Twoją motywacją?

MG: Moje pierwsze sukcesy zmotywowały mnie do tego by dalej uprawiać ten sport. To przychodzi naturalnie. Nawet się zbytnio nie zastanawiałem co tu dalej robić, czy to może być mój sposób na życie. Teraz rowery są częścią mojego życia.

SK: Każda zjazd niesie za sobą sporo ryzyka. Jakie emocje towarzyszą Ci podczas jazdy?

MG: Wydaje mi się, że najbardziej napędza mnie adrenalina. Jestem już uzależniony od tych emocji. Zawody wiążą się z trzy, czterodniowym przygotowaniem. Z reguły zawody odbywają się w niedzielę, więc już od piątku trenujemy. Przed ważnymi zawodami jest sporo emocji. Towarzyszy nam pewnego rodzaju spinka. Chcemy wypaść jak najlepiej, ale nie ukrywajmy, to bardzo niebezpieczny sport. Zdarzają się groźne upadki, czasami niezależne od nas. Coś nawali nam w rowerze, coś się zablokuje i wtedy lecisz.

SK: Zdarzyło Ci się coś takiego?

MG: Tak, podczas zawodów w Rumuni. Panuje tam bardzo fajna atmosfera, wszystko jest zorganizowane. Zjechało się tam  wielu obcokrajowców, w tym Anglików, którzy zajmowali czołowe miejsca. Chciałem się z nimi zmierzyć. Razem ze mną był Maciek Jodko. Niestety pojawił się defekt w moim rowerze. Przy prędkości 40km/h nawaliło przednie koło i jak to zwykle bywa w takim wypadku poleciałem od razu na twarz. Uderzyłem mocno o ziemię i trochę mnie to oszołomiło. Wtedy skończyła się moja przygoda w Rumuni.

SK: To był najgorszy wypadek?

MG: Nie był najgorszy, jednak trzeba się liczyć z tym, że zawsze coś się może stać. Zawsze trzeba się dobrze przygotować i nigdy w tym sporcie nie podchodzić lekceważąco. Trasa, pogoda, sprzęt, nawet nasze dolegliwości. Wszystko to tworzy całość i może wpłynąć na to jak zjedziemy, albo czy w ogóle zjedziemy.

SK: Kuba zawsze towarzyszysz Michałowi podczas zawodów?

KG: Na zawody zawsze jeździłem z bratem, jednak Michał zawsze był do tego negatywnie nastawiony. Nie chciał, żebym właśnie ja z nim jeździł. Wiadomo jak to jest z bratem, ale zawsze później cieszył się, gdy pokazywałem mu jakiś film z jego udziałem. Dzięki mnie ma teraz pamiątki z wyjazdów.

SK: Jesteś dumny z brata?

KG: Przede wszystkim to, że teraz nagrywam zawdzięczam Michałowi. Gdyby nie zaczął startować w zawodach, ja bym pewnie nie nagrywał. Ja rozwinąłem się dzięki niemu, a on w pewnym sensie rozwinął się dzięki mnie.

MG: Na treningach już raczej sobie nie przeszkadzamy. Staramy się skupić na tym, co wychodzi nam najlepiej.

SK: Można powiedzieć, że się uzupełniacie?

MG: Z reguły każdy z nas robi swoją robotę, efekty widać gołym okiem.

Michał i KUba Gzela Foto: Michał i KUba Gzela
SK: Gdybyście mieli powiedzieć jacy jesteście, jakbyście się określili ?

MG: Chyba jesteśmy spokojni.

KG: Wydaje mi się, że Michał jest taki trochę cichy. Ja za to jestem bardziej odważny.

MG: Po prostu nie rzucam mięsem. Kuba jest odważny w taki sensie, że bez problemu podchodzi do zawodników i na przykład na Mistrzostwach Świata zadaje im wprost pytania.

SK: Michał jak Twoje przygotowania do kolejnego sezonu? Jak wygląda Twój trening?

MG: Staram się jak najczęściej wykorzystywać każdą wolną chwilę, żeby trenować, żeby się ruszać, bo studia mam raczej takie siedzące. Na siłowni wykonuje ćwiczenia typowo pod rower. Oprócz tego uprawiam sporty zimowe, które mi bardzo pomagają w dbaniu o kondycję. W tym sezonie wyjątkowo wcześnie zacząłem treningi, bo już w listopadzie. 

SK: Miałeś kiedykolwiek momenty zwątpienia w to co robisz? Nie przeszło Ci przez myśl, żeby to rzucić i zająć się czymś innym?

MG: Chwile zwątpienia nadchodzą niewątpliwie wtedy, gdy pojawiają się kontuzje. Mamy z reguły więcej czasu na przemyślenia czy to ma sens. Wtedy coś boli, więc to też nie jest miłe uczucie i na pewno miałem kilka takich chwil przy kontuzji np. W Szczyrku podczas Mistrzostw Polski. To był ostatni dzień treningów. Przygotowywałem się od trzech dni. Podczas ostatniego przejazdu, przed eliminacjami i finałem miałem wypadek. Totalny zonk. Nagle lecę z roweru, uderzyłem nogą w pień drzewa i nie mogłem wstać. Poważnie stłukłem mięsień czworogłowy. Przez dwa, trzy tygodnie rehabilitacji nie jeździłem na rowerze i wtedy właśnie zacząłem zastanawiać się czy to mam sens. To był okres, że załapałem dużo kontuzji, chciałem jeździć szybciej, a nie byłem do tego przygotowany.

SK: Co sądzisz o polskiej scenie downhillowej?

MG: Polska scena downhillowa na pewno nie jest najlepsza. Gdy jeżdżę na zawody zagraniczne, na Mistrzostwa Świata widzę, że tam organizacja jest zupełnie inna. Trasy są dużo lepsze, znacznie bardziej wymagające. Tu również dużo rolę odgrywa nadleśnictwo. W Polsce jest gorzej w tym temacie. Ludzie inaczej na to wszystko patrzą. Jesteśmy postrzegani jako szaleńcy na rowerach. Myślę, że wszyscy Ci, którzy mają o nas takie zdanie powinni nas zobaczyć i zdać sobie sprawę, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy uprawiają pewną dziedziną sportu. W pełni się temu poświęcamy. Mam nadzieję, że zroku na rok będzie lepiej.

SK: Jak Ci się współpracuje jeżdżąc w teamie?

MG: Znaliśmy się zanim zaczęliśmy razem jeździć. Bardzo się wspieramy. W tym sezonie dołączyła do nas Sonia Skrzypnik, również utalentowana polska zawodniczka, która zdobywa czołowe miejsca u nas, ale również zaczyna ścigać się za granicą. Wszyscy pokładamy w niej duże nadzieję. W naszym teamie takim mentorem jest Maciek, ponieważ jest od nas dużo starszy i siedzi w tym sporcie od dziesięciu lat. Ma najwięcej osiągnięć ze wszystkich zawodników i największe doświadczenie. Podchodzi do treningu bardzo profesjonalnie.

SK: Jesteś osobą, która preferuje to co polskie, czy raczej to co zagraniczne?

MG: Na pewno jeżeli chodzi o trasy, to są one bardziej rozwinięte w Europie, w Alpach, ale głównie ze względu na teren, który tam jest. Ciszę się jeżeli u nas dzieje się coś w tym temacie. Na polskim podwórku staram się dzielić doświadczeniem, które nabyłem zagranicą. 

Rozmawiała Sandra Kieler, zdjęcia Mateusz Szeliga

Dostępne w kategoriach

mtb sport

Komentarze

:     :    
Chcesz się wychylić i skomentować? - zaloguj się! ...a jak nie masz konta to dołącz do nas!

Podziel się



Najnowsze  






Ostatnio dołączyli

Co się dzieje na FREESTYLE'u

  • alik
  • Skejcik
  • VIENIO
  • Forfiter
  • mgl
  • Redakcja
  • lotar
  • Jakub Kosmowski
  • GrubSon
  • jozefa
  • flkid12
  • vzfuu22
  • vezxu89
  • qgpms19
  • MalagA
  • Kamiq0312
Serwis używa plików cookies, aby mógł lepiej spełniać Wasze oczekiwania. Zamknij i nie pokazuj więcej tego komunikatu
Więcej informacji w naszej Polityce prywatności